Test i Recenzja: Huawei P10

Smartfony z serii P stały się już wizytówką Huawei, przyćmiewając nawet – wyżej pozycjonowaną – linię Mate. Najnowszy P10 jest tego dobrym przykładem – w zgrabnej i świetnie wykonanej obudowie zawarto niemal wszystko, co najlepsze we flagowym Mate 9. Huawei P10 jest przy tym dostępny za rozsądną cenę, która pozwala mu rywalizować z flagowcami konkurencji.

Huawei P10

P10, z powodu dużych podobieństw do najnowszego przedstawiciela największej serii smartfonów Huawei, jest często określany jako Mate 9 w mniejszej obudowie. Niewiele w tym przesady, równocześnie P10 stanowi udane rozwinięcie tego, co oferował ubiegłoroczny P9.

Projektując Huawei P10, producent nie wprowadził rewolucyjnych zmian w porównaniu z poprzednikiem. Bryła dziesiątki bardzo przypomina kształtem P9, jest smukła i płaska (6,98 mm). Wymiary i waga też się praktycznie nie zmieniły, są to wartości niezauważalne. Użytkownicy, którzy lubią ten styl, będą usatysfakcjonowani, trzeba jednak podkreślić, że P10 – w testowanej przez nas, czarnej wersji – nie jest smartfonem, który zwraca uwagę. W czasach, gdy dominuje moda na efektownie zakrzywione krawędzie ekranu czy też połyskujące panele z metalu, wzornictwo czarnego P10 wyróżnia się prostotą. Matowo wykończona obudowa P10 większej części jest wykonana z metalu. Plastikowe elementy znajdziemy pod aparatami na tylnym panelu, przód natomiast wypełnia w całości Gorilla Glass 5.

Do wyboru, do koloru

Użytkownicy, którzy szukają jednak czegoś bardziej wyróżniającego się, powinni rozejrzeć się za innymi wariantami kolorystycznymi P10. Huawei przygotował ich kilka i niektóre rzeczywiście wyglądają już bardziej efektownie. W kolorach Dazzling Blue (niebieski) i Dazzling Gold (złoty) zastosowano diamentowy szlif na powierzchni, co daje ciekawy efekt połysku i zdecydowanie pozwala właścicielowi wyróżnić się z tłumu. Jest też wersja biała Ceramic White, w której obudowa została wykończona na wysoki połysk. Warianty z matowym efektem piaskowania to, poza czarnym Graphite Black, odmiany Greenery (zielony), Rose Gold (różowy), Mystic Silver (srebrny) i Prestige Gold (złoty). Dostępność poszczególnych wersji może być różna. Niestety, dotyczy to też cen. Podstawowe i popularne warianty, m.in. czarny czy srebrny, są najtańsze (ok. 2 200 zł), a trudniej dostępne – niebieski czy zielony – kosztują ok. 500 zł drożej.

Niezależnie od koloru obudowy Huawei P10 wyróżnia się bardzo wysoką jakością wykonania i doskonałą ergonomią. Smukły kształt i zaokrąglone krawędzie sprawiają, że smartfon świetnie leży w dłoni. Wyraźnie wyczuwalne przyciski są rozmieszczone na krawędziach w taki sposób, że palec zawsze trafia tam, gdzie powinien. Obiektywy aparatu są chronione przez gładką, szklaną osłonę, dzięki czemu nie są narażone na uszkodzenia, a obudowa zachowuje jednolity kształt, bez wystających elementów.

Jedyne zastrzeżenie do obudowy wiąże się z brakiem wodoszczelności. Zgodność z normami IP67 lub IP68 stały się już standardem w modelach z wyższej półki i na ich tle P10 wyraźnie odstaje.

Huawei P10

Czytnik linii papilarnych

Nowością, w porównaniu z P9, jest przeniesienie czytnika linii papilarnych z tyłu obudowy na przedni panel, pod ekran. Płytka sensora jest wąska, więc powierzchnia styku z opuszką palca jest niewielka, jednak szybkości i czułości czytnika niczego nie można zarzucić. Aby odblokować ekran, wystarczy tylko lekko przyłożyć palec, nie trzeba nim stukać, naciskać czy przeciągać.

Czytnik w P10 pozwala nie tylko odblokować ekran, ale także zabezpieczyć w ten sposób aplikacje i dokumenty. Na tym jednak nie koniec – po włączeniu odpowiedniej opcji w menu ustawień płytka służy także jako przycisk sterowania systemem. Znikają wówczas standardowe, ekranowe przyciski Androida, a ich funkcje przejmuje czytnik. Długie przytrzymanie wywołuje ekran główny, krótkie – cofa do poprzedniego okna. Przesunięcie palca w bok wywołuje natomiast listę ostatnio używanych aplikacji. Jest to trochę mało intuicyjne i wymaga przyzwyczajenia – trudność sprawia szczególnie rozróżnienie gestu krótkiego lub długiego naciśnięcia płytki – jednak z czasem wszystkie czynności z tym związane wydają się naturalne, a ze smartfonu korzysta się szybciej i łatwiej. Dodatkową zaletą jest też powiększenie się dostępnej powierzchni ekranu.

Ekran

W Huawei P10 producent zastosował matrycę IPS-NEO LCD. Wyświetlacz ma przekątną 5,1 cala i rozdzielczość Full HD, co jest optymalnym połączeniem dającym gęstość 432 ppi. Już od pierwszych chwil po włączeniu P10 zwraca uwagę bardzo żywa kolorystyka ekranu, przypominająca trochę matryce AMOLED. Jest to zasługa m.in. dużego kontrastu 1400:1 oraz bardzo wysokiego poziomu luminancji – ok. 600 cd/m2. Takie parametry sprawiają, że biel jest śnieżnobiała, cala paleta barw – głęboko nasycona, doskonała jest też czytelność ekranu w słońcu. Czerń wypada już nieco gorzej, co nie dziwi przy tych parametrach i technologii – jest widoczna lekka szklistość, a ekran szarzeje po obróceniu smartfonu. W sumie jednak jakość wyświetlacza stawia P10 ponad przeciętną, smartfon może rywalizować obrazem z flagowcami, którym ustępuje tylko standardową rozdzielczością.

Gorilla Glass 5 dobrze chroni ekran przed zarysowaniem, trudno je jednak utrzymać w czystości. Smartfon po kilku dotknięciach pokrywa się brzydkimi smugami.

Huawei P10 Huawei P10

Co pod maską?

Sercem P10 jest własny układ Huawei – Kirin 960, czyli ta sama jednostka, która napędza flagowy model Mate 9. Procesor składa się z czterech rdzeni Cortex-A73 o taktowaniu 2,4 GHz oraz czterech słabszych, Cortex-A53, z zegarem 1,8 GHz. Za przetwarzanie grafiki odpowiada GPU Mali-G71, a całość wspiera 4 GB pamięci LPDDR4. Układ Kirin 960 jest porównywalny wydajnościowo do Snapdragona 821, czyli do niedawna najwydajniejszej jednostki Qualcomma. Według niektórych testów nawet ją przewyższa. W konfiguracji zastosowanej w P10 trudno wskazać wyraźną wyższość tego procesora, ale na wydajność naprawdę trudno narzekać. W AnTuTu Benchmark 6 smartfon uzyskuje ok. 150 tys. punktów, a więc minimalnie gorszy od modeli ze Snapdragonem 821 (np. LG G6 uzyskał wynik ok. 158 tys.). W 3DMark Sling Shot Extreme smartfon uzyskał niezły wynik 2806, który stawia go w ścisłej czołówce.

W gorące dni łatwo zauważyć, że P10 dość łatwo się nagrzewa. Nie są to temperatury krytyczne, powodujące dyskomfort podczas używania, ale wiąże się z tym spadek wydajności układu SoC. Stąd też gra, która będzie chodzić na początku bardzo płynnie, z czasem może lekko się zacinać (ale takiego objawu nie zaobserwowałem). Widać to też w testach syntetycznych – w AnTuTu wynik może spaść nawet do ok. 115 tys. punktów, a w 3DMark SSE – do 1 850.

Szybko daje się też zauważyć niesamowita szybkość operacji dyskowych w P10. Na przykład aplikacje z Google Play instalują się o wiele szybciej niż w innych smartfonach, nawet tych wysokiej klasy. Również błyskawicznie są odczytywane miniaturki zdjęć w galerii, nawet jeżeli jest ich kilkaset. To zasługa szybkiej pamięci wewnętrznej UFS 2.1, która zapewnia niesamowite prędkości odczytu – powyżej 700 MB/s. W teście AndroBench smartfon uzyskał wynik w odczycie liniowym 741 MB/s, a w zapisie – 184 MB/s. Odczyt i zapis losowy zakończyły się rezultatami odpowiednio 167 MB/s i 148 MB/s. To naprawdę świetne wyniki, które deklasują wiele konkurencyjnych modeli, na czele z flagowcami. Można by tu pogratulować producentowi i szczęśliwym użytkownikom, gdyby nie pewien szkopuł. Otóż szybko okazało się, że w P10 są montowane różne typu pamięci wewnętrznej. Poza UFS 2.1 także nieco wolniejsze UFS 2.0, ale również znacznie już mniej wydajne eMMC 5.1. W rezultacie prędkość zapisu i odczytu może się diametralnie różnić, nawet o połowę. Jak odróżnić warianty P10? Nie można – to, który się otrzyma, zależy do łutu szczęścia. Producent zna problem i wydał nawet uspokajające oświadczenie, z którego jednak niewiele wynika. Wszystko wskazuje jednak na to, że modele ze starszymi typami pamięci zostały wprowadzone tylko na chińskim rynku i było to związane z okresową niedostępnością kości UFS 2.1 u dostawców.

Problem ten dotyczył zresztą także pamięci RAM – w sprzedaży znalazły się warianty zarówno z kościami LPDDR4, jak i starszymi LPDDR3.

Huawei P10 Huawei P10

Komunikacja

Huawei P10 zapewnia dostęp do sieci dzięki LTE kat. 9, co pozwala osiągnąć teoretyczną przepustowość 450 Mbps podczas pobierania. W praktyce P10 wypada rewelacyjnie, zapewniając bez problemu szybkość pobierania danych bliską 60 Mbps (sieci Play i Orange, pomiary 3 km od centrum Warszawy), przy czym maksymalne uzyskane prędkości sięgały 120 Mbps (sieć Orange). To doskonałe rezultaty, pozwalające w pełni się cieszyć najbardziej wyszukanymi usługami mobilnymi.

Szybki dostęp do Internetu zapewnia także dwuzakresowe Wi-Fi a/b/g/n/ac, które spisuje się wręcz doskonale. Działa stabilnie, zapewniając niemal pełną prędkość sieci w drugim albo i trzecim pomieszczeniu od routera, gdzie słabsze smartfony osiągają przepustowość na poziomie 50% możliwości sieci.

Stabilną łączność z akcesoriami zapewnia Bluetooth 4.2.

Imponująco przedstawia się także lista obsługiwanych standardów lokalizacyjnych. Poza GPS-em z A-GPS-em, GLONASS-em i Beidou jest tu także Galileo. Ten nowy europejski system jest obsługiwany na razie przez niewielką liczbę smartfonów, więc to dodatkowy plus dla P10. Producent przekonuje też, że w urządzeniu znalazła swoje zastosowanie technologia Huawei HiGeo, która przetwarza dane z Big Data razem z danymi satelitarnymi i sieci komórkowych. Ma to zapewnić jeszcze większą dokładność wskazań pozycji. Całość rzeczywiście spisuje się niezawodnie i nawet w otoczeniu wysokich budynków, drzew czy w pochmurne dni problemów z lokalizacją nie ma.

Jak chyba już każdy model Huawei, P10 to smartfon Dual SIM ze złączem hybrydowym dzielonym między dwie karty nanoSIM lub jedną nano i microSD. Niestety, to już kolejny telefon, w którym producent wycofał się z Dual SIM w trybie podwójnej aktywności, chociaż to rozwiązanie było stosowane w modelach P7 i P8. Możemy więc wykorzystać tylko tryb podwójnej gotowości, który wyłącza drugą kartę, gdy trwa rozmowa na pierwszej.

Smartfon jest wyposażony w złącze USB 2.0 typu C.

System

P10 jest zarządzany przez Android 7.0 z interfejsem EMUI 5.1. Huawei jest jednym z tych producentów, którzy tak bardzo rozbudowali standardowego „zielonego robota”, że całość stała się już całkiem nowym systemem operacyjnym, który bazuje na Androidzie. Ma to swoje oczywiste zalety – liczba opcji konfiguracyjnych i dodatkowych narzędzi stwarza zaawansowanym użytkownikom niemal nieskończone możliwości personalizacji. Z drugiej strony trudno się oprzeć wrażeniu, że producent trochę przedobrzył. Nadmiar pewnych funkcji nieco przytłacza, co u mniej cierpliwych użytkowników może spowodować zniechęcenie lub rozdrażnienie. Prosty przykład – na pasku powiadomień i ekranie blokady pojawiają się informacje z aplikacji Zdrowie, które informują o liczbie kroków i spalonych kalorii. Przydatne, ale może ktoś by chciał to jednak wyłączyć? To jednak może się okazać niemożliwe bez zalogowania do konta Huawei, co wymaga rejestracji z podaniem e-maila lub telefonu, bo bez tego program się nie otworzy. Dotarcie do niektórych opcji systemu wymaga też długiego buszowania między pstrokatymi ikonkami menu. Dla kogoś, kto nie przywykł do EMUI, może to być nieco męczące doświadczenie.

Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że po rozpoznaniu już wszystkich tajników interfejsu Huawei, smartfon odwdzięczy się wieloma przydatnymi funkcjami. Nie zabrakło znanego z innych modeli menedżera telefonu, czyli centrum optymalizacji systemu, gdzie bardzo cennym dodatkiem jest blokada niechcianych połączeń i wiadomości. Wśród innych przydatnych programów warto wymienić narzędzie do zmiany motywów, menedżera plików, rozbudowaną pogodynkę, rejestrator dźwięku, kompas, kopię zapasową, a także niezłe odtwarzacze muzyki i filmów. W testowanym egzemplarzu było też trochę niechcianych aplikacji, m.in.: Booking.com, Todoist czy TripAdvisor, ale można je odinstalować.

Nakładka EMUI zawsze wyróżniała się pulpitem, w którym brakowało typowej szuflady z ikonami aplikacji. Teraz jednak można opcjonalnie wybrać pulpit niemal jak w czystym Androidzie Google, co na pewno spodoba się miłośnikom klasycznego stylu. Ułatwia to też szybkie wyszukiwanie aplikacji, które w domyślnej konfiguracji EMUI gubią się w licznych folderach.

Jedną z ciekawych funkcji jest aplikacja bliźniacza, czyli coraz bardziej popularne rozwiązanie pozwalające na uruchamianie dwóch kont użytkowników w jednej aplikacji, np. w Facebooku.

Jak podaje producent, jedną z nowości wprowadzonych w EMUI 5.1 jest udoskonalona technologia Huawei Ultra Memory, która zbierając dane o sposobie używania aplikacji przez użytkownika, optymalizuje wykorzystanie przez smartfon pamięci RAM. Z założenia ma to zwiększać płynność pracy systemu. Podobnym rozwiązaniem jest także Huawei Ultra Response, które dzięki szybkiemu sterownikowi ekranu zapewnia dokładniejszą reakcję na dotyk. Czy to rzeczywiście działa? Zweryfikować realnego wykorzystania tych nowinek nie sposób, ale faktem jest, że subiektywne wrażenie z pracy systemu jest jak najlepsze. Smartfon się nie zacina, świetnie sobie radzi z wieloma aplikacjami w tle, a ponadto bardzo precyzyjnie reaguje na doty

Huawei P10 Huawei P10

Aparaty

W modelu P10 producent kontynuuje i udoskonala pomysł zastosowany już w poprzednim P9. Na tylnym panelu obudowy smartfonu znajdują się dwa obiektywy kryjące dwa oddzielne, chociaż współpracujące, aparaty i dwutonowy flesz LED. Całość powstała przy współpracy z firmą Leica.

Podstawowy aparat RGB jest wyposażony w matrycę 12 Mpix, towarzyszy mu aparat monochromatyczny 20 Mpix. Każdy z nich ma obiektyw o jasności f/2,2, czyli niezbyt wysokiej w porównaniu z modelami flagowymi. Matrycę monochromatyczną można wykorzystać do robienia zdjęć czarno-białych, które z założenia dzięki dużemu zakresowi tonalnemu tego sensora powinny dać lepszy efekt niż nakładanie filmów na zdjęcia kolorowe. Głównym jednak założeniem jest wspólna praca obu aparatów. Aparat RGB odpowiada przede wszystkim za odwzorowanie kolorów, natomiast monochromatyczny pozwala lepiej uchwycić szczegóły kadru. Obrazy z obu aparatów są łączone i dzięki specjalnemu algorytmowi tak przetwarzane, by zapewnić bardziej szczegółowy obraz, niż gdybyśmy robili zdjęcie jedną matrycą. Co ciekawe, mimo że matryca RGB ma rozdzielczość tylko 12 Mpix, można nią robić również kolorowe zdjęcia 20 Mpix – to jest właśnie efekt współpracy obu aparatów, gdzie większy dostarcza informacji o kształtach, a mniejszy – o kolorach. Inną korzyścią jest wykorzystanie bezstratnego zoomu w niższych rozdzielczościach.

Zalety takiego połączenia matryc powinny być zauważalne zwłaszcza podczas fotografowania w słabym oświetleniu. Inna zaleta, wynikająca z zastosowania dwóch aparatów, to tryb małej przesłony, której efektem jest rozmycie tła i uwydatnienie obiektu na pierwszym planie.

Oprogramowanie aparatu jest bardzo bogate i daje użytkownikowi naprawdę duże możliwości. W głównym oknie wizjera, z lewej strony znajduje się panel szybkiego dostępu, gdzie można np. przełączyć aparat, nałożyć filtry czy uaktywnić tryb portretowy albo tryb małej przesłony. Po przesunięciu palcem w prawo z lewej strony wysuwa się większy panel, gdzie znajdują się dodatkowe, bogatsze tryby: czarno-biały, HDR, nocny, malowanie światłem, panoramę, tryb poklatkowy, zwolnione tempo itp. Dla bardziej doświadczonych użytkowników jest natomiast dostępny tryb manualny, którego kontrolki znajdują się z prawej strony wizjera. Całość, mimo swojego bogactwa, jest intuicyjna i wygodna w obsłudze.

Jakie to wszystko ma przełożenie na jakość zdjęć? Dodatkowa matryca monochromatyczna rzeczywiście poprawia szczegółowość i zmniejsza szumy. Podwojone siły sensorów w dużym stopniu rekompensują ciemną optykę. Zdjęcia po zmroku lub w nocy wychodzą porównywalnie do tego, co można uzyskać za pomocą pojedynczych aparatów z jaśniejszymi obiektywami. Ilość szumów jest stosunkowo niewielka, chociaż ostrość nie zawsze jest zadowalająca. Żeby zrobić ostre zdjęcie, trzeba zadbać o stabilne ustawienie smartfonu i wspomóc się ustawieniami manualnymi.

Problemem w przypadku zdjęć robionych po zmroku jest to, że w podglądzie niewiele widać, tylko ciemną plamę. Dopiero na gotowym zdjęciu wyłaniają się szczegóły. To w dużym stopniu utrudnia zaplanowanie kadru.

Można też skorzystać z osobnego trybu nocnego, w którym aparat robi serię zdjęć z różną ekspozycją i łączy je w jeden obraz. To też wymaga jednak pewnych przygotowań, stabilnego podparcia aparatu i kilkunastu sekund na uchwycenie kadru. Nie uda się więc tak zrobić szybkiej fotki z imprezy, ale np. nocne ujęcie rozświetlonego miasta już prędzej.

Zalety podwójnego aparatu dostrzeżemy szczególnie w trybie małej przysłony. Po jego uaktywnieniu można już z poziomu wizjera wyregulować wartość przysłony, co w mniejszym lub większym stopniu rozmyje tło. Co ważne, efekt ten można nałożyć także po zrobieniu zdjęcia, posługując się suwakiem podczas przeglądania zdjęcia w galerii. To znacznie wygodniejsze rozwiązanie, tym bardziej że można także zmienić punkt ostrzenia. To wszystko stwarza bardzo ciekawe możliwości artystycznego fotografowania, chociaż trzeba się też liczyć z tym, że rozmycie w P10 ma też swoje ograniczenia. Najlepiej wychodzi, gdy fotografowany obiekt znajduje się blisko obiektywu, a najdalej – w odległości do 2 m.

Fotografowie z artystycznym zacięciem skorzystają też z trybu czarno-białego. Jakość otrzymywanych w ten sposób zdjęć jest wyraźnie lepsza niż tych z aparatu RGB z czarno-białym filtrem. Obraz jest bardziej szczegółowy, o większym kontraście. By jednak zdjęcia z monochromatycznej matrycy były w pełni udane, warto skorzystać z ustawień manualnych. W automacie, w warunkach dobrego oświetlenia, zdjęcia czarno-białe wychodzą niekiedy zbyt jasne.

A co, jeżeli ktoś chce po prostu robić szybkie fotki bez udziwnień, np. podczas wakacyjnego wyjazdu, nad morzem czy w górach? Huawei P10 sprawdzi się tu niezawodnie. Zdjęcia są pełne kolorów, nasycone, mają niewiele szumów. Naprawdę trudno się do czegoś szczególnie przyczepić i na tle aparatów z optyką f/2,2 Huawei P10 wypada wyraźnie lepiej.

W sumie więc, mimo ciemniejszej niż we flagowcach optyki, aparat w P10 sprawuje się ponadprzeciętnie. Zdjęcia zaskakują świetną jakością, a dodatkowe możliwości wynikające z zastosowania dwóch matryc dają dużo frajdy i pozwalają na artystyczne eksperymenty.

Nie zapominajmy też o przednim aparacie, również przygotowanym we współpracy z firmą Leica. Tu do dyspozycji mamy pojedynczą matrycę 8 Mpix z optyką f/1.9, a także rozbudowane funkcje pozwalające robić lepsze selfie. Rozpoznawanie twarzy w celu jej odpowiedniego wyeksponowania zapewnia technologia trójwymiarowego wykrywania twarzy, która analizuje ponad 190 cech mimiki i kolorystyki. Dzięki temu można nie tylko robić udane autoportrety w różnych warunkach oświetleniowych, ale także stosować funkcje upiększające. Nie zabrakło przy tym funkcji rozmycia tła, co daje nie zawsze pożądane efekty (np. niekiedy otacza głowę czymś w rodzaju korony), ale po właściwym skomponowaniu kadru zapewni wiele polubień na serwisach społecznościowych.

Kamera pozwala na wybór kilku formatów, w tym UHD 4K 30 kl./s, Full HD 60 kl./s i Full HD 30 kl./s. Ponadto otrzymujemy wspomniane już tryby zwolnione tempo i poklatkowy. Nagrywanie wideo ułatwia optyczna stabilizacja obrazu, która powoduje niekiedy (a może to wina dodatkowego przetwarzania programowego?) lekki efekt pływania, chociaż zazwyczaj spisuje się bez zarzutu. Ostrość nagrań wideo, ich kolorystyka i dynamika pozostają na wysokim poziomie i z powodzeniem można wykorzystać P10 do niezobowiązujących nagrań wakacyjnych czy nawet prostszych produkcji YouTube.

Bateria

Huawei P10 został wyposażony w akumulator o pojemności 3 200 mAh, który w mieszanym cyklu pracy zapewnia jeden dzień działania. Dużo przy tym zależy od ustawień jasności. Przy 100% P10 zapewnia niemal 7 godzin (416 min) nieustannego przeglądania stron WWW przez Wi-Fi. Nieco gorszy, ale zbliżony rezultat smartfon osiągnął w teście przeglądania wideo 720p (389 min). Zmniejszenie jasności o ok. 30%, co wciąż zapewnia świetną widoczność, da nam dodatkowe 2–3 godziny pracy.

Dołączona do zestawu ładowarka pozwala skorzystać z funkcji szybkiego ładowania SuperCharge (5V/4,5A), dzięki której w kilkanaście minut można zasilić ogniwo o połowę, a naładowanie do pełna zajmuje około godziny i dwudziestu minut.

Huawei P10

Werdykt

Ceny za Huawei P10 zaczynają się od ok., 2 200 zł za wersję czarną i srebrną, natomiast za bardziej wyszukane warianty trzeba zapłacić kilkaset złotych więcej. To sporo, ale gdy spojrzymy na ceny flagowych smartfonów konkurencji, wybór P10 zaczyna nabierać racjonalnych przesłanek. Huawei P10 nie został, co prawda, naszpikowany tyloma dodatkowymi funkcjami, a jego ekran to zaledwie Full HD, ale zawiera wszystko to, co najważniejsze w smartfonie: wyświetlacz o pięknych kolorach, szybki procesor i pamięć, bogaty system, sprawne moduły komunikacyjne, świetne aparaty, pojemną baterię… Jednocześnie trudno wskazać istotne wady tego modelu. Polecamy!

Wada

  • Brak wodoszczelności

Zalety

  • Solidne wykonanie
  • Bardzo ładny i jasny ekran
  • Szybka pamięć UFS 2.1
  • Wysoka wydajność
  • Świetne dwa aparaty

Huawei P10:

  • Ekran 5,1 cala Full HD
  • Ośmiordzeniowy procesor Kirin 960
  • LTE kat. 9
  • Dwa aparaty – 12 Mpix RGB i 20 Mpix mono
  • Android 7.0 z EMUI 5.1
Mieszko Zagańczyk , mieszko.zaganczyk@mobility.com.pl, 02/08/2017