Historia powstania telefonu.

Opublikowano: 03/08/2004 Autor: Mobility

„Panie Bell, po wnikliwym rozpatrzeniu pańskiego wynalazku, który jest rzeczywiście bardzo interesującą nowością, doszliśmy do wniosku, że nie stwarza on możliwości handlowych”.Historia milczy, co na to odpowiedział pan Bell… a dokładnie Aleksander Graham Bell (1847-1922) próbując sprzedać swój wynalazek firmie Western Union. Człowiek, któremu zawdzięczamy, dziś tak dobrze znany, telefon.

Aleksander Graham Bell z pochodzenia był Szkotem, a z wykształcenia lekarzem i nauczycielem głuchoniemych. Jego życiową pasją było skonstruowanie urządzenia, które pozwoliłoby słyszeć osobom niedosłyszącym. Inspiracją z pewnością była tu matka Aleksandra – osoba słabo słysząca, a wiarę dała mu „Epoka pary i elektryczności”. Telefon był niejako „produktem ubocznym” w realizacji marzenia Bell’a… ale zacznijmy wszystko od początku.


Historia telefonu zaczyna się w Bostonie, gdzie Bell’owi zaproponowano pracę na tamtejszym Uniwersytecie i nadano pozycję profesora fizjologii dźwięku (1872r.). Gdy poznał Mabel Hubbard (przyszłą żonę) stało się dla niego jasne, że do rodzinnego Edynburga w Szkocji już nie wróci. Powstanie pierwszego laboratorium Bell’a (Bell Patent Association) będącego przy uniwersytecie sfinansował ojciec Mabell. Był to człowiek bardzo zamożny, widzący w pomyśle zięcia nadzieję dla swojej córki, która podobnie jak matka Bell’a była osobą niedosłyszącą. Przy pracy w laboratorium wynalazcy asystował Tomas Watson. To właśnie do niego Bell wykonał pierwszą rozmowę telefoniczną, gdy wylał na spodnie kwas z baterii. Wypowiedziane przez telefon słowa brzmiały: „Panie Watson, proszę tu przyjść, potrzebuję pana” (“Mr. Watson — come here — I want to see you.”). To wiekopomne, jak się okazało, wołanie Bell odnotował w swoim dzienniku laboratoryjnym 10 marca 1876 roku. Słowa te przeszły już do historii ludzkości.

Pierwszymi owocami badań były prototypy głośnika i mikrofonu – zbudowane na bazie tzw. „diafragmy”. Ich elektryczne połączenie dawało urządzenie wzmacniające głos, tylko… cokolwiek duże! Stanowczo za duże, aby można było wykorzystać je do budowy aparatu słuchowego. Trudno więc się dziwić, że Bell był niezadowolony. Ponad trzy lata pracy, często po nocach i fiasko!
Pomysł na sensowne wykorzystanie mikrofonu i głośnika poddała wynalazcy żona. Mianowicie: połączenie tych dwóch urządzeń ze sobą dawało możliwość przekazywania głosu na odległość. Dwa takie zestawy połączone razem w ten sposób, że na każdym końcu znajduje się mikrofon jednego i głośnik drugiego dały w rezultacie urządzenie, które pozwalało na porozumiewanie się na odległość. Teść Bell’a nazwał je TELEFONEM (tele… – zdalny, phonetics – fonetyka – mowa). Na zdjęciu 1 przedstawiono rysunek pochodzący z dziennika laboratoryjnego Bell’a, a zasadę działania telefonu można wyjaśnić następująco:


Użyta w telefonie diafragma, czyli membrana, była tak delikatna, że drgała pod wpływem ludzkiego głosu. Bell umieścił ją obok elektromagnesu. Wibracje diafragmy prowadziły, do zmian w polu magnetycznym, a w konsekwencji do zmian natężenia prądu elektrycznego w obwodzie elektromagnesu . Dołączona do układu bateria miała za zadanie wzmocnić, przesyłany na odległość, sygnał. Na drugim końcu drutu sygnał był zamieniany ponownie w drgania przez podobne urządzenie. Zdjęcie pierwszego aparatu Bell’a przedstawia rysunek 2.

Jak widać, pierwszy telefon nie miał tarczy, ani dzwonka. Wszystkie rozmowy odbywały się za pośrednictwem operatora, który łączył mówiącego z żądanym abonentem.

Wniosek patentowy na swój wynalazek Aleksander Graham Bell zgłosił w połowie lutego 1876 roku, a patent o numerze 174 465 otrzymał w dniu swoich 29 urodzin (3 marca 1876r.). Początkowo jednak wynalazek nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Próba sprzedaży firmie Western Union zakończyła się niepowodzeniem. Sytuacja uległa zmianie po wystawie Centennial Exposition w Filadelfii.
Właściwie to Bell nie miał ochoty na publiczny pokaz urządzenia, którego nikt nie chce. Był bez pieniędzy, za to pełen żalu. Postanowił skończyć z marzeniami i wrócić do pracy na uczelni. Przed samą wystawą, jednego z upalnych czerwcowych dni, Bell odprowadzał do pociągu swoją żonę wyjeżdżającą akurat do Filadelfii. Mabell wierzyła, że mąż będzie jechał z nią na wystawę, jednak on nie wsiadł do pociągu. Gdy to spostrzegła wybuchnęła płaczem. Widzący to Bell pobiegł za odjeżdżającym właśnie pociągiem zapominając zupełnie o bagażu i bilecie. Aż trudno uwierzyć, że łzy niewieście tak bardzo wpłynęły na dzieje telekomunikacji.
Pokaz odbywał się w niedzielne popołudnie. Wystawców było wielu. Wydawało się, iż demonstracji wynalazku Bell’a w ogóle nie będzie, gdyż sędziowie wystawy byli już mocno zmęczeni i sprażeni upalnym dniem. Szczęśliwym trafem, fundator wystawy, Dom Pedro, zauważył coś dziwnego w ręku wynalazcy, skojarzył go z młodym wykładowcą bostońskiej uczelni i poprowadził do niego komisję sędziowską. To co dalej nastąpiło wiemy z krótkiego opisu sytuacji. Bell wziął nadajnik telefonu, a Dom Pedro przystawił do ucha odbiornik i wtedy…
– „Mój Boże! – to gada!” Wykrzyknął.
Lord Kelvin wziął odbiornik od Dom Pedro, pragnąc upewnić się, że to prawda.
– „To mówi! To jest najbardziej niesamowita rzecz, jaką zobaczyłem w Ameryce.”


Sędziowie po kolei przekazywali sobie odbiornik, wciąż nie mogąc się nadziwić temu, co… słyszą. Demonstracja skończyła się dopiero koło 22.
Tak, więc przedstawiony na wystawie telefon wzbudził duże zainteresowanie, a Bell od Filadelfijskiego Towarzystwa Naukowego, za swój wynalazek dostał, astronomiczną nagrodę 50000 dolarów. Jeszcze tego samego roku, w Kanadzie, zostały przeprowadzone próby rozmowy długodystansowej na wypożyczonym łączu telegraficznym. Próby te zakończyły się sukcesem.

Bell nie miał wątpliwości. Wiedział, że jego wynalazek musi się sprzedać! Wraz z teściem założył firmę Bell Telephone Company i rozpoczął jego produkcję na skalę masową. Trzy lata później Western Union, obawiając się konkurencji telefonu z telegrafem, zawarła ugodę z firmą Bella, której wartość zaraz potem wzrosła z 50 do 995 dolarów za akcję.
Komunikacja z wykorzystaniem telefonu stała się rzeczywistością. W 1882 roku w USA było 240 tysięcy telefonów (przy 70 milionach mieszkańców), w roku 1907 liczba abonentów wzrosła do 6 milionów. W 1909 roku tylko w stu nowojorskich hotelach działało 21 tysięcy telefonów – tyle samo, co w całej Afryce i więcej, niż w Hiszpanii. Nowojorski hotel Waldorf – Astoria miał 1120 telefonów i realizował pół miliona rozmów rocznie.


Amerykanie już w latach 40 ubiegłego wieku całkowicie „uzależnili się” od telefonu, a Stany Zjednoczone stały się największym potentatem światowego systemu telekomunikacyjnego. Współczynnik rozmów w przeliczeniu na osobę od lat dwudziestych do roku 1950 podwoił się, Przez kolejne 20 lat nastąpiło ponowne podwojenie tego współczynnika. W 1975 roku liczba rozmów telefonicznych w przeliczeniu na liczbę mieszkańców była w USA dwukrotnie wyższa, niż w Japonii, Danii i Szwajcarii, a cztery razy wyższa, niż w Niemczech zachodnich, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Grecji (dane: www.dialogok.pl).

W Polsce po raz pierwszy skorzystano z telefonu w Warszawie, w 1878 r – linia łączyła cukiernię z zakładem optycznym. Wiadomo, że telefon założyli sobie Eliza Orzeszkowa – w 1909 r. i Henryk Sienkiewicz – w 1914 r. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtych czasach telefon był rzeczą ekskluzywną, a przyjemność jego posiadania była droga – równała się rocznej pensji przeciętnego robotnika.
W roku 1955 przeprowadzono pierwszy kabel telefoniczny łączący Europę z Ameryką pokonując ostatnią barierę komunikacji międzykontynentalnej.

…a Bell? Po wielu latach spełnił wreszcie swoje marzenie i… skonstruował aparat słuchowy.

Marek Sumiła

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>